Mozna w nocy wybrac sie na pogladanie polujacych lwow i zastanawiac sie kiedy sie lwom znudzi sie uganianie za sarenkami i zainteresuja sie konserwa na kolkach.

(Zdjecia slabe bo zdjec nie wolno robic.)

Mozna wziac wode (potem wytlumacze po co), pana z karabinem i zamknac sie w schronie wygladajacym jak termitiera (zdjecia po lewej), wykopanym 2 metry od wodopoju i ogladac zwierzeta z wysokosci 0 m (i takie zdjecia sepom robic, jak powyzej). Idzie sie tam na 3 godziny ale woda sie przyda gdyby jakies stado sloni, bawolow albo para lwow zechciala posiedziec nad woda dluzej.

Wystarczy do tego zwariowany kierowca, ktory twierdzi, ze zna mowe zwierzat i krzyczac "Te na pewno nam nic nie zrobia!!!" wbija sie w stado bawolow albo innych sloni.

Mozna sie wybrac na spacerek albo przejazdzke po miasteczku Victoria Falls.

Jak kazdy spacerek (albo przejazdzka) trzeba to robic cierpliwie i powoli i mozna sie natknac na stado malp albo guscow na trawniku badz stado sloni przechodzace przez park (zdjecie po lewej) albo joggingujacych po chodniku (zdjecie u gory).

Uczciwe zrodla podaja ze parenascie lat temu nikt sie nie dziwil lwom polujacym na skrzyzowaniu (na szczescie nie na ludzi:-)

 

.

Ale przede wszystkim na prawdziwe safari trzeba zabrac glowe. To nie jest ZOO. Czasem bawol, czasem jakis madry turysta koncza w charakterze obiadu:-)

 

Dziekuje Hudej i Gandzi za przygotowanie (z narazeniem zycia o3wiscie!) powyzszego materialu:-))

 

<<< powrot        dalej >>>