Obrazek
Obrazek
Obrazek
Bieda coraz większa. Więc ludzie kradną. Okradanie grobów z 
miedzianych i brązowych okuć nie dziwi, choć przeraża (jedna babcia 
powiedziała, że nie tylko życie, ale nawet umieranie w Zimbabwe jest 
strasznie trudne). A znaki grogowe się kradnie i robi się z nich uchwyty do
 trumien. Ale po co ktoś ukradł sygnalizację świetlną z naszego 
skrzyżowania? Kilkanaście trzykolorowych świateł! Może do dyskoteki 
chcą to sprzedać?
Znajoma pielęgniarka opowiadała jak ktoś przyszedł i zaproponował 
szpitalowi zakup tanich strzykawek z RPA. I już mieli je kupić, gdy się 
okazało, że są to strzykawki, które zostały poprzedniej nocy ukradzione w 
tym właśnie szpitalu!
Józek z żoną (ten, który pożyczył nam samochód na wyprawę do Nyanga) 
w ostatnią niedzielę zostali zaatakowani przez kilku oszołomów z 
giwerami. Złodzieje kazali im wysiąść z samochodu i położyć się na 
ziemi. Potem wskoczyli do samochodu, ostro ruszyli i po kilku metrach 
uderzyli w drzewo. Uciekli. Samochód rozwalony, ale jest.
Przeczytałem dziś artykuł o Zimbabwe w RPAńskiej gazecie. Tytuł był mniej więcej taki: Nie ma paliwa. Nie ma 
jedzenia. Nie ma turystów.
Niestety tytuł jest zgodny z prawdą. Po paliwo stoją kilometrowe kolejki (państwo nie ma zagranicznej waluty na 
kupienie paliwa, bo wszystkie dolce prezydent wydał na zabawę w wojnę w Kongo). Bezrobocie sięga 65% (a zwykli 
ludzie i tak zarabiają 2000 ZIM, czyli ok. 100 PLN. A ceny porównywalne z polskimi...). Wielkie żródło dochodu, czyli 
turystyka zmniejszyła się o 85%. Ponad 30% mieszkańców ma HIV (na wsi ponad dwa razy więcej!). Oficjalny kurs 
dolara dwa razy niższy niż czarnorynkowy.
A w radio prezydent dziś opowiadał o potrzebie odbudowania zaufania do Zimbabwe u obcokrajowców. 
Rzeczywiście mógłby pomóc temu krajowi i się wystrzelić w kosmos.
Obrazek
Bandytyzm jest i będzie. Ale jeśli 
władza używa takich metod to już 
  nie jest dobrze. Kilku gości 
skopało i wypałowało na ulicy 
redaktora opozycyjnej gazety. 
Potem mu wytłumaczyli (nawet 
pokazali legitymacje!), że są z 
policji i nie lubią Jego gazety. 
Po całym zajściu skopany redaktor 
dowlókł się na posterunek policji, 
żeby złożyć zeznanie. 
Funkcjonariusze Mu poradzili, żeby
 powlókł się do domu, bo Mu  
poprawią.
dalej
powrot
zambijskie dzieciaki
widoczek zambijski